sobota, 2 stycznia 2016

Nowe stare życie - Prolog

   Mateusz nie był człowiekiem lubiącym zmiany. Niestety wraz z wejściem w dorosłość czekało go wiele zmian - między innymi konieczność znalezienia pracy. Aby nie odczuć tych zmian tak bardzo postanowił poszukać jej w miejscu, które znał dobrze i do którego przychodził od 6 lat codziennie. Dzięki swoim niezwykle wysokim osiągnięciom naukowym (posiadał doktorat z matematyki, magistrat z fizyki i drugi doktorat z informatyki) bez dłuższego namysłu zdecydował się prosić o pracę w gimnazjum i liceum w szkole, do której przed paroma laty uczęszczał. Gdy wychodził z domu bardzo się denerwował - dyrektorka szkoły, wciąż z pewnością pamiętała incydent kiedy to Mateusz chcąc rozprostować nogi na lekcji niemieckiego (tego przedmiotu wówczas uczyła) przez przypadek kopnął nauczycielkę. Nie zrobił tego umyślnie (zawsze utyskiwał na swój zdecydowanie ponadprzeciętny wzrost), ale na tyle silnie, iż kobieta odjechała wraz z krzesłem o parę metrów do tyłu. W tym momencie (mimo że minęło kilka lat) mężczyzna był pewien, że nie zapomniano jego występku. 
   Szkoła mieściła się w ogromnym starym gmachu budowanym na wzór miejscowej twierdzy królewskiej. Kiedy tylko mężczyzna pchnął drzwi od razu poczuł się jak w domu. Od progu uderzył go silny zapach substancji, której nigdy nie udało mu się zidentyfikować i która nie była wyczuwalna w żadnym innym miejscu. Marmurowe schody zaprowadziły go do przestronnego holu, wprost pod kamienną tablicę wiszącą tu zdawałoby się od zawsze. Obrzucił wzrokiem chwilowo pustą portiernię i ruszył schodami na pierwsze piętro. Nic się tu nie zmieniało - zupełnie jakby czas się tu zatrzymał. Brakowało tylko czegoś, czegoś co (wiedział) utracił na zawsze...

*

   - Nigdy mnie nie złapiesz! Nigdy! Jestem po prostu lepsza od ciebie! Pogódź się z tym!
 - Przestań! 
- Oj weź! Nie złość się, to tylko zabawa! 
- No dobra! Ale wiesz, że zaraz i tak cię złapię?! - krzyknął ciemnowłosy wysoki chłopiec delikatnie muskając palcami granatową marynarkę od mundurka dziewczynki. 
- Jasne! Jak ci pozwolę! - wypaliła brązowowłosa pokazując język, po czym zniknęła za pobliskim filarem.

*

  Mężczyzna delikatnie zastukał w hebanowe ciężkie drzwi ze złocistą tabliczką. Kiedy usłyszał krótkie "proszę" pchnął je i wszedł sztywno do pomieszczenia. Tu również wszystko pozostało takie samo - bordowe fotele stały wokół lakierowanego stołu, a ogromna paproć nadal przysłaniała dużych rozmiarów biurko pani dyrektor. 
- Dzień dobry Panie Smoła. Proszę usiąść. - usłyszał surowy głos kobiety (ona również pozostała niezmienna). Odpowiedział nieśmiałym uśmiechem i skinieniem głowy. 
- Czytałam twoje CV, chociaż i tak go nie potrzebuję. Doskonale cię pamiętam. Zaskoczyłeś mnie prawdę mówiąc. Nie spodziewałam się, że zechcesz zostać nauczycielem, a już tym bardziej polonistą. 
- Wiem, że to trochę zaskakujące, ale polubiłem literaturę przez lata. Poza tym języki zawsze mnie ciekawiły...
Mateusz przełknął nerwowo ślinę. Spodziewał się, że wspomniany incydent zostanie przywołany prędzej czy później.
- Wiem, że jesteś bardzo inteligentnym i wykształconym człowiekiem dlatego - oczywiście - zatrudnię cię. Ktoś taki jak pan, panie Smoła, jest nam potrzebny. 
- Proszę mi mówić po staremu. - odrzekł mężczyzna. Na prawdę chciał już opuścić ten mroczny gabinet, a przynajmniej nieco rozluźnić atmosferę.
- Jeśli tego sobie życzysz. Powodzenia Mateuszu. - powiedziała kobieta lekko unosząc kącik ust i zarazem jedną brew.
- Dziękuję. - odparł i dość szybko wycofał się za drzwi.
Odetchnął z ulgą kiedy stanął na korytarzu obok wielkiego portretu patrona szkoły. Właśnie zaczynało się jego stare nowe życie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz